.

.

piątek, 21 listopada 2014

Od Rose do Leanne

Jak zawsze budzę się w dużym, wygodnym łóżku. Przez duże okno, było widać oślepiające
słońce, które oświetlało zniszczony Nowy York.. Poszłam do łazienki, żeby się ogarnąć.
Zrzuciłam z siebie ciepłą piżamęi ubrałam zwyczajne ciuchy. Przemyłam twarz zimną wodą.
Spojrzałam w lustro.
-Co ja tu jeszcze robię...- mruknęłam.
Sięgnęłam po szczotkę i czesałam moje długie, czerwone włosy. Związałam je gumką,
włożyłam glany i zeszłam na śniadanie. Akurat były naleśniki z jeżynami,
sok pomidorowy i kawałek chleba. Po odebraniu posiłku szłam w stronę mojego
stolika. Jak zawsze siedziała w nim Shailene,  Lea i Julliet.
-Idzie Rose, ciii....- usłyszałam głos Leanne. Nagle Julliet się odezwała.
-Rose, jutro będziemy mieli grochówkę. Zaczynam się czuć jak w... - przerwałam tą
nudną dyskusje.
-Jak w wojsku, tak wiem. Też się tak czuję. - burknęłam.
-Kontynuując...- zaczęła Shai. - Lea przygotowała dla nas jakieś napoje energetyczne...
Są większe szanse, że Julliet nie zaśnie w połowie akcji i nie spłaszczy ją Kaiju... - spojrzałam w stronę czerwonej jak burak przyjaciółki
...BIIIIIIIIIP...BIIIIIIIIIP....BIIIIIIIIIIP.....
Gdy usłyszałam alarm, aż mi się słabo zrobiło. Kolejny atak... Poprostu świetnie.
Jak zawsze musieliśmy się zbierać do naszych magazynów.
-Lea, mam nadzieję, że w magazynie są te napoje.
-No jasne. - Lea kiwnęła głową. -Z logicznego punktu widzenia...
Poczułyśmy jakby trzęsienie ziemi.
-Co się dzieje?! - Julliet spanikowała. -Koniec świata czy co?!
-Zapomniałaś jak brzmi ryk Kaiju? - spytałam.
-Jakby trochę. - odpowiedziała przekonująco. Wejdźmy już po bronie.
Pobiegłam do swojego przedziału i zaczęłam się ubierać. Pomalowałam twarz farbami,
sięgłam po tasaki, magnumy oraz karabin. Nie mogłam również zapomnieć o pasie.
Wszystkie byłyśmy gotowe w dwie minuty. Po zamknięciu magazynu biegłyśmy w stronę drzwi
frontowych. Nie wiedziałyśmy co się za nimi kryje. Było nas masakrycznie dużo, ponieważ
rok w rok przybywa więcej żołnierzy.  I to był właśnie błąd...
-Cholera jasna! - wrzasnęła Lea. No to już po nas!
-Co zaś zrobiłaś? - spytałam z powagą.
-Nooo... Tak jakby stłukłam napoje energetyczne...
Zaniemówiłam. Teraz niewiadomo, czy uda nam się pokonać Kaiju.
-Dobra, taktyka! Jullia i Shai, atakujcie Kaiju z boków, a ja i Lea zajdziemy go od tyłu.
Po przejściu na swoje pozycje, spytałam się Leanne czy ma przy sobie próbówki.
-To masz te próbówki?
-Tak tak...
-A dasz rade zrobić kilka eliksirów ? - drążyłam dalej temat.
-No spróbuję. Idź teraz pomóc dziewczynom. Dam sobie radę.
-Poczekaj... - wyjęłam z paska farby i pomazałam Leanne twarz. Teraz Cię nikt nie zauważy. - zaśmiałam się. Idealnie !
Gdy Lea zaczęła przygotowywać napoje, Ja za pomocą pada próbowałam skontaktować się
z dziewczynami.
-"No co jest, działaj!" - w czasie gdy próbowałam połączyć się z dziewczynami Lea stała w miejscu,
niczym słup i widocznie nie wiedziała co ma robić.
-Coś się stało Lea? - nie wiedziałam, czy Lea się śmieje, czy zaczyna płakać.
-Potrzebuję jakiegoś sznurka albo rzeczy z mojego laboratorium.
Słysząc, że Lea potrzebuje sznurka, sięgłam rękami za plecy, wyjęłam tasak i obcięłam nim liane.
-Masz - dałam Leanne liane i wyjęłam pada. Nareście! Udało mi się połączyć z dziewczynami.
-To powiedz im, że spotkamy się obok wejścia. - powiedziała stanowczo Lea i spakowała próbówki.
Po poinformowaniu dziewczyn o zmianie położenia wyruszyłyśmy na miejsce.
Dotarłyśmy do wejścia. Pierwsze co, to sprawdziłam czy ktoś "przypadkiem" nie wybiegnie
z kwatery i Leanne znowu nie stłucze próbówek. Dopiero, gdy rozdawałysmy próbówki,
skapnęłyśmy się, że nie ma z nami Jull.
-A gdzie do jasnej cholery jest Jull?! - spytałam, rozglądając się po okolicy.

(Leanne?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz