.

.

piątek, 21 listopada 2014

Prolog

BIIIIIIIIIIIP... BIIIIIIIIIIIIIIIIP... BIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIP...

Do moich uszu dociera przeraźliwy wrzask pada, urządzenia kontrolnego, które musi mieć każdy mieszkaniec Strefy X. W kilku krokach dobiegam do półki w drugiej części pokoju i dopadam białego pada. Prawą ręką klikam przycisk zielonej słuchawki a lewą przecieram oczy. Z głośnika wydobywa się tylko cichy szum, spoglądam więc na zegar.
-Świetnie... trzecia w nocy... -mruknęłam sama do siebie.
-Halo? Shailene, jesteś tam? - krzyczał pan R.
-Czego chcesz idioto?! Jest trzecia w nocy do cholery...
-Jestem od ciebie starszy prawie o czterdzieści lat młoda damo, trochę szacunku...
-Do rzeczy Ral! - wrzasnęłam, co pewnie sprawiło, że całe piętro jest już obudzone.
-No więc...
Nie zdążył dokończyć, bo w odbiciu szyby dostrzegłam burzę czerwonych włosów  wpadających do mojej kwatery.
-Rose... ty też wpadłaś na pomysł żeby mnie ob...
-Nie ma czasu! -wrzasnęła moja przyjaciółka.
-Ale... - zaczęłam starając się zdążyć z tym, co miałam powiedzieć.
-Kaiju kategorii pierwszej!
Byłam oszołomiona. Minęło dziesięć lat od ostatniego ataku Kaiju i ostatniej walki pana R. Teraz przeszedł na emeryturę i jest dyrektorem całej strefy X.
Czuję, jak Rose chwyta mnie za rękę i ciągnie w stronę szafy, popycha mnie gwałtownie i otwiera szafę.
-Czekam na ciebie trzy minuty, spiesz się. - mówi i rusza w stronę łazienki.
Chwytam zielony uniform i zrzucam z siebie piżamę. Po dwóch minutach jestem prawie gotowa do wyjścia, zakładam skarpetki, potem sięgam w stronę wysokich butów i wciągam je na nogi. Siadam na fotelu i zaczynam zawiązywać sznurówki. Po kilkunastu sekundach z łazienki wychodzi Rose ze szczotką, gumkami i farbami do twarzy. Kiedy ja staram się dodzwonić do Ral'a, Rose rozczesuje mi włosy, związuje je gumkami, po czym nabiera na rękę zielonej farby i maluje mi nią twarz, robi to samo z brązem i czernią. Wreszcie Rol odbiera, a Rose zaczyna smarować swoją twarz farbą.
-Macie dwie minuty, żeby być na dole! - krzyczy Pan R. i połączenie się urywa.
-Idziemy! - mówię do Rose szarpiąc ją za rękaw.
Biegniemy do drzwi zabierając po drodze pady z szafki. Rose szarpie drzwi, lecz są zacięte. Dziewczyna sięga ręką za głowę, robi zapach i tasakiem przebija zawiasy. Kopniakiem całkowicie niszczy drzwi i wychodzimy na korytarz. Dwa pokoje dalej wybiega Julia i biegnie w naszą stronę z butelką wody.
Nagle słychać wielki huk, uderzenie czuć aż w kościach. Na parę sekund gaśnie światło, a gdy znowu się zapala gnamy już korytarzem w stronę schodów, które pokonujemy w kilku susach i już jesteśmy na samym dole.
-Otwieraj! - krzyczy Julia i przywołuje mnie ręką, Rose otwiera na oścież drzwi do pokoju dowodzenia, a ja i Ju zbieramy rozmaitą broń, którą przypinamy do uprzęży na plecach i na biodrach.  Do moich uszu dociera rozmowa Lei z Rol'em.
-Mamy jakieś Jeagery?! - pyta Lea.
-Nie! Ostatni Kaiju atakował dziesięć lat temu! - krzyczy pan R. drapie się po osiwiałej głowie i wciska coś do rąk Leanne. - masz, to RPG, powinno zadziałać na kategorię pierwszą, śmigłowiec będzie na lądowisku za minutę, lecicie do Danforth w Kanadzie, dotrzecie tam za pół godziny.
Niech los wam sprzyja...
Kiwamy tylko głowami i biegniemy w stronę wyjścia. Wypadamy na zewnątrz akurat w momencie kiedy ląduje helikopter.
Lot mija spokojnie nie licząc kilku ptaków przelatujących obok. Czuję, jak delikatna ręka ściska mnie za ramię, odwracam głowę.
-Shai?
-Co Lea? - pytam dziewczynę.
-Myślisz, że damy radę? - Odpowiada pytaniem na pytanie, dostrzegam, że w jej oczach zbierają się łzy.
-A czemu by nie? - uśmiecham się, żeby dodać jej otuchy i patrzę na nawigację z przodu helikoptera. Pokazuje, że jesteśmy dokładnie w centrum Danforth, więc chwytam spadochron i zakładam go na plecy. Kilka sekund później wszystkie dziewczyny są przygotowane, więc otwieram klapę.
-Gotowe?
-Taaak... -odpowiadają chórem, wyskakuję jako pierwsza i czuję zimne powietrze. Rozwijam spadochron i po minucie stoję na ziemi, dziewczyny podchodzą do mnie.
-To co, widzi go ktoś?
Nie słyszę odpowiedzi. Nie muszę, ponieważ w naszą stronę kroczy trzydziestometrowa bestia ociekająca niebieskim śluzem.
-Yyyy... to co robimy? - pyta Rose starając się brzmieć pewnie.
Taksuję Kaiju wzrokiem i dostrzegam pulsujące, niebieskie światło przebijające się przez jego skórę.
-Jak to co? Zabijemy go... - mówię sięgając po strzałę wybuchową, celuję w serce i strzelam.
W piersi bestii pojawia się dziura, z której cieknie niebieska krew.
-Załatwione! - mówi Lea ze śmiechem.
Uśmiecham się również widząc, że pokonałyśmy potwora, jednak przychodzi mi coś do głowy.
-Chodźcie! - krzyczę biegnąc w stronę martwego potwora. Nie muszę mówić o co mi chodziło, bo Julia kopie Kaiju w łapsko i mówi
-Może lepiej sprawdzimy puls?
Kiwamy zgodnie głowami, a Leanne celuje wyrzutnią rakiet w głowę bestii.
Słyszymy huk, a potem głowa potwora rozrywa na kawałki.
-Pulsu brak.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz